*Perspektywa Louisa*
Od czterech godzin Eleanor do mnie wydzwania i pisze sms. Kocham ją nadal, ale to nie ja to zniszczyłem, cała wina leży po jej stronie. Miałem dość tych ciągłych tłumaczeń z jej strony „Że to on ją pocałował, a ona nie chciała”. Zakażdym razem kiedy wracała z imprezy pijana, powiedziała mi wszystko. Kochałem ją i kocham ale dłużej tak nie mogłem dlatego z nią zerwałem. Siedziałem na kanapie z przyjaciółką. Narazie tylko przyjaciółką co chciałem zaniedługo zmienić.
*Perspektywa Harrego*
- Nie wiedziałem że jesteś taka ostra!- zaśmiałem się mówiąc to siedzącej obok blądynce.
- A czego innego się po mnie spodziewać.- powiedziała i wstała z ławki w parku.- Wogóle co jest ostrego w powiedzeniu Paulowi prawdy?
- Szczerze? To nigdy nie widziałem jak jest przestraszony.- zaśmiałem się w i wstałem podążając za Agnieszką- Biedny Paul…
- On za tobą najwięcej chodzi… – powiedziała dziewczyna obracając się do mnie.
- Bo wie że nie może mnie sam na sam z tobą zostawiać.- uśmiechnąłem się łobuzersko.
- Dlaczego?- popatrzyła się na mnie ździwiona.
- Za dużo ryzykujesz zadając mi to pytanie.- zaśmiałem się i podiosłem ją i usadowiłem na swoje plecy poczym udając Edwarda ze zmierzchu pobiegłem pod górę w lesie.
*Perwspektywa Oli*
- Czemu nic nie mówisz?- zapytał mnie.
- Bo dziwi mnie to że zerwałeś z dziewczyną, z którą byłeś…. Zżyty.- powiedziałam nie dowierzając.
- Nadal nie rozumiesz dlaczego?- zapytał się patrząc prosto w moje oczy.
- Nie… A powinnam?- zapytałam
- Nie ważne…- powiedział i znów obrócił się przodem do telewizora, co oznaczało że strzelił focha. Przybliżyłam się do niego i oparłam głowę o jego ramię i objęłam go w pasie. Zauważyłam że po jego twarzy przemknął cichy uśmiech. Objął mnie ręką i przytulił.
- Kochany, zrozum jako twoja przyjaciółka mam prawo prawić ci kazania tym bardziej martwić się o twoje związki.- powiedziała i wyrównałam się z nim poziomem.
- Powiedz mi, co ty we mnie widzisz?- zapytał chłopak dając mi do zrozumienia żebym spojrzała w jego oczy.
- To nie jest dobry pomysł…- odmówiłam rozkazu. Dłoń Louisa w momęcie znalazła się na moim policzku, usilnie próbując dać głowę do poprzedniej pozycji.
- Czy ty naprawdę nic we mnie nie widzisz? Od kiedy tu przyjechałem staram spędzić z tobą każdą chwile, zerwałem z dziewczyną. Mówię jeszcze raz… Popatrz w moje oczy co w nich widzisz?- powiedział rozdrażniony, ale było czuć w jego słowach zawiedzenie i nadzieje. Spojrzałam w jego oczy, nie nawidziłam się w je patrzeć, ale nie dlatego że go nie nawidziłam. Poprostu kiedy je widziałam tonęłam w błękicie jego tęczówek, działy się bowiem ze mną wtedy rzeczy, których nie da się normalnie nazwać. Odwarzyłam spojrzałam.
- Co widzisz?- zapytał niecierpliwie potrząsając mną lekko. Zobaczyłam swoje odbicie.
- Siebie…- wyszeptałam.
- Słyszałaś o tym że oczy są zwierciadłem duszy, i można z nich wyczytać wszystko?- zapytał.- Mówiąc co zobaczyłaś w moich odkryłaś jaką część mnie zajmujesz. Opanowałaś moje serce, moją duszę, mój rozum. Dziewczyno jesteś dla mnie narkotykiem, marchewką, paskami wszystkim co kocham…czy ty tego naprawdę nie widzisz że ja cię Kocham?- zapytał zbliżając sie do mnie. Z moich oczy nie dało się nić wyczytać, byłam zszkowona wyznaniami przyjaciela.- Nie milcz… To najgorsze co możesz zrobić w tej sytuacji.
- Louis…. Ja, ja…- wyjąkałam.
*Perspektywa Harrego*
- Czemu mnie tu zabrałeś?- zapytała Agnieszka.
- Bo chcę zobaczyć jak świecisz w świetle gwiazd…- powiedziałem.
- Harry jest dziewietnasta…- zaśmiała się.
- Mnie się nie śpieszy…- powiedziałem i przyparłem ją do drzewa poczym pocałowałem.
- Zostańmy tu do jutra…- powiedziała śmiało Aga.
- Nie boisz się że cię coś zje?- zaśmiałem się.
- Prędzej zje Ciebie.- powiedziała dziewczyna i rzuciła się na mnie.
***
Chcieliście żeby akcja rozkręcała się z obiema to macie ;p